Litewscy związkowcy gośćmi Federacji NSZZ Przemysłu Lekkiego 

W dniach 6 – 8 września w Łodzi przebywała delegacja litewskich związkowców. Gośćmi kierownictwa Federacji NSZZ Przemysłu Lekkiego byli przedstawiciele dwóch największych litewskich central związków zawodowych. Pani Jowita Meskauskiene reprezentowała Solidarumas,  Panowie: Algimantas Bujanauskas i Nerijus Krivicius, byli reprezentantami Litewskiej Konfederacji Związków Zawodowych (LPSK). Z Panią Jovitą Meskauskiene (Solidarumas), rozmawiał Michał Meksa. 

Jak wygląda sytuacja ruchu związkowego na Litwie? - Litwa liczy trzy miliony obywateli. W branży przemysłu lekkiego pracuje czterdzieści tysięcy robotników. Cztery procent z nich zorganizowane jest w związkach, co nie jest dużą liczbą. Mamy trzy duże centrale związkowe: LPSK (Litewska Konfederacja Związków Zawodowych – red.) posiada sześćdziesiąt tysięcy członków, ich federacja przemysłu lekkiego zrzesza trzy tysiące pracowników. Następna jest Litewska Federacja Pracy, czyli chrześcijański związek zawodowy, zrzeszone w nim jest 20.000 osób. Jest jeszcze Solidarumas, czyli mój związek, zrzeszający w branży tysiąc związkowców. Ogólnie zrzesza siedem tysięcy pracowników.

W jakich rejonach Litwy uzwiązkowienie jest najwyższe? - Najwyższy procent uzwiązkowienia występuje w rejonie Wilna i Kowna. Są to okręgi najbardziej uprzemysłowione i w nich skoncentrowana jest cała produkcja.

Jak przebiega współpraca między poszczególnymi centralami? - Od dwóch lat nasze trzy centrale mają jedno centrum koordynacyjne. Daje nam to lepszą siłę przebicia w sporach z pracodawcami. To proste: lepiej iść do strajku razem niż osobno. Można powiedzieć, że czerpiemy z europejskich wzorców.

W zeszłym roku odbyły się w Państwa kraju wybory prezydenckie. Jak nowa władza odnosi się do ruchu związkowego? - Nasza pani prezydent spotkała się ze związkowcami, co wydaje się bardzo ważne. Takich spotkań powinno być wiele, gdyż istnieje wiele ważnych kwestii do omówienia. Ciężko jednak jeszcze powiedzieć jak bardzo skłonna będzie do współpracy ze związkowcami.

Jak przedstawia się stan przemysłu lekkiego na Litwie? - Jeszcze przed dwoma laty mieliśmy pięćdziesiąt tysięcy robotników w tym sektorze. Teraz jest ich o dziesięć tysięcy mniej. Wiele firm zbankrutowało. Straciliśmy między innymi największy zakład w branży. Ludzie tracili pracę. Ci, którzy pozostali, musieli przestawić się na „high-technology”, by sprostać europejskim wymogom. Teraz sytuacja ustabilizowała się i wygląda na to, że tak pozostanie przez dłuższy czas. Od przystąpienia Litwy do Unii Europejskiej, nasi producenci mają większy rynek. Obecnie 95% naszej produkcji, skierowane jest na rynki europejskie.

Litewskie związki obecne są także w europejskim ruchu związkowym. Jak widzą Państwo ich rolę w jego strukturach? - Traktujemy to jak walkę o jedną sprawę, w której nie liczy się ten, kto nie zabiera głosu. Nie można do tego dopuścić, zwłaszcza w sytuacji dużej konkurencji ze strony Turcji czy Chin. Sami niewiele możemy zdziałać. Dlatego dużą szansą dla nas jest współpraca na skalę europejską.

Jak trafili Państwo do Polski? - Na kongresie ETUF-TCL (Europejskiej Federacji Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego) we Florencji spotkałam pana Bolesława Bartnika, który zaprosił nas do Waszego kraju. Uznaliśmy, że to bardzo dobry pomysł: odwiedzić polskich kolegów i zobaczyć jak tu funkcjonuje ruch związkowy. Trzeba przyznać, że jesteśmy zadowoleni z wizyty.

Czy przyjeżdżając do nas mieli Państwo jakieś założenia odnośnie współpracy z tutejszymi związkami? - Już wcześniej angażowaliśmy się w projekty europejskie. Teraz myślimy, że warto robić je razem z Polakami. W grę wchodzi też różnego rodzaju wzajemna pomoc, na przykład strukturalna.

Rozmawiał Michał Meksa, 9.09.2010


<<powrót

Federacja Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych Przemysłu Lekkiego

Plac Zwycięstwa 13, 90-047 Łódź